Biznes na Obcasach

Kobiecy punkt widzenia

2008-02-26 13:09

Czy jakość zawsze kosztuje?

Przy ostatniej wycenie na stronę internetową klient zadał mi pytanie. Czy może Pani mi jakoś wyjaśnić od czego to zależy, że niektóre projekty będą kosztowały 1000 zł a inne 2000 zł?

W zasadzie klienci często zastanawiają się dlaczego tak się dzieje. Wysyłając zapytanie ofertowe w różne miejsca dostajemy różne wyceny, czasami różnica jest tak znaczna, że zaczynamy się zastanawiać o co tutaj tak naprawdę chodzi.

Czynników może być bardzo dużo. Ale moim zdaniem główną rolę spełniają 2 czynniki.

Pierwszy. Czy zadajemy pytanie freelancerowi czy firmie.

W pierwszym przypadku możemy spodziewać się znacznie niższej ceny. Jest to zrozumiałe z tego względu, ze osoba taka nie ponosi wszystkich kosztów związanych z prowadzeniem firmy. Nie płaci zusów, a jeśli nie podpisuje umowy to i tez nie płaci podatków. Nie musi zapłacić pracownikowi, ponieważ freelancerzy przeważnie pracują w pojedynkę. W tym przypadku cena jest największym plusem.

Minusem tej sytuacji jest to, że możemy trafić na amatora lub grafik może porzucić nasze zlecenie na rzecz zlecenia bardziej opłacalnego, z tego samego powodu mogą się opóźnić prace nad naszym projektem. Oczywiście nie koniecznie musi się to stać. Jest mnóstwo freelancerow, którzy są wspaniałymi specjalistami, odpowiedzialnymi ludźmi, którzy wiedzą co robią. Ale też cena u takich ludzi jest z reguły wyższa.

W przypadku drugim, kiedy zadajemy pytanie firmie, możemy spodziewać się ceny wyższej.

A co jeśli usłyszymy od firmy propozycje zrobienia nam skomplikowanego serwisu za 1000 zł? Przecież takie rzeczy też się zdarzają. No cóż, oznacza to, że najprawdopodobniej firma taka, podjęła decyzje żeby zrobić nam stronę internetową po kosztach. Czasem stosuje się ten zabieg żeby przejąć klienta.

Powiedzmy, że klienta nie interesuje fakt, że ktoś zdecydował się wykonać pracę po kosztach, w końcu została zaproponowana niska cena i to się liczy. Niestety, często bywa, że firma, która podaje sumę na której praktycznie nie zarobi albo zarobi bardzo mało, później nie przywiązuje aż takiej wagi do zlecenia i mniej angażuje się w jego realizacje.

Mój klient, przyznał mi się że już trzeci raz w tym roku zmienia szatę graficzną strony. Prawdopodobnie główny powód dla którego tak się stało, był taki, że wcześniej dał się uwieść niskimi cenami i obietnicami za którymi nic nie stało.

Najgorsze jet to, że zainwestował juz w dwa zupełnie nie udane projekty i teraz nie stać go na zrealizowanie trzeciego. A jeśli go stać, to też ma tylko 1000 zł na zrobienie porządnego serwisu. Postępując w ten sposób stracił juz 2000 zł! A mimo wszystko dalej podąża taką ścieżką, bo w zasadzie teraz to już nie specjalnie ma wyjście. I koniec końców znów ryzykuje swoje 1000 zł.

O ile lepiej było poczekać, wstrzymać się z decyzją, poszukać oferty, która mimo tego ze droga, lepiej spełniałaby oczekiwania tego człowieka.

Tak naprawdę nie ma przepisu na znalezienie odpowiedniego wykonawcy. Czasem drogo nie oznacza dobrze, a tanio nie oznacza źle. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że warto zainwestować czasem w swój serwis po to, żeby był on bardziej przyjazny dla odbiorcy i żeby lepiej spełniał swoją funkcję. Firma oferująca wyższe stawki, często ma więcej do zaoferowania lub ma większe doświadczenie.

Jeden z moich partnerów biznesowych ma przy swoim nicku na skype slogan: „Jakość nie kosztuje, kosztuje brak jakości.” Chyba cos w tym jest. Ten człowiek, który zadał mi pytanie z początku artykułu, chciał oszczędzić pieniądze. Zamiast tego stracił całkiem sporą sumę. Myślę ze jest to bardzo dobra lekcja dla wszystkich, nie tylko dla niego.

2008-02-07 15:22

Kawa na ławę, czyli jak zaspokoić wymagających klientów.

Nie tak dawno temu stanęłam w obliczu bardzo frustrującej sytuacji. Poprzez moją partnerkę biznesową zgłosił się do mnie klient, który chciał projekt nalepki na samochód. Sprawa była nagląca, więc trzeba było się mocno spinać. Ustaliliśmy cenę i przystąpiłam do pracy.

Pierwsze dwa, później cztery, następnie sześć projektów się nie podobało. Po kolejnych dwóch odrzuconych (to już razem osiem), stwierdziłam, że klientowi po prostu nie podoba się mój styl. Takie rzeczy się zdarzają, bo jak to mówi moja znajoma „nie to ładne co ładne, tylko to co się komu podoba”. W związku z tym postanowiłam zlecić to innemu grafikowi. On podesłał parę swoich projektów, nie spodobały się. Poprosiłam jednego z moich partnerów biznesowych o pomoc i w końcu jego projekty zaskoczyły. To oczywiście nie był koniec, jeszcze było paręnaście zmian i to już po ostatecznej akceptacji projektów!

Generalnie rzecz ujmując, proste zlecenie okazało się mordęgą, nad którą pracowało troje grafików i dwoje ludzi z firmy koordynującej zlecenie. Oczywiście cena, którą ustaliliśmy z klientem, przy tym zakresie prac, który wyniknął i przy tej ilości osób, które nad tym pracowały, stała się całkowicie nieopłacalna. Innymi słowy porażka na całej linii.

Myśle, że każda firma usługowa, nie tylko graficzna staje przed podobnymi trudnościami. Klienci wybrzydzają, chcą wszystko „na wczoraj” i najlepiej za darmo. I oczywiście klient nasz pan, ale powtarzające się takie sytuacje są w stanie doprowadzić firmę do bankructwa, a właściciela do załamania nerwowego. Pogłębiają one frustrację do tego stopnia, że można stracić zapał do pracy, przez co wykonuje się ją gorzej. To z kolei wywołuje jeszcze większe niezadowolenie klientów i kółko się zamyka.

Co robić? Przecież jeśli klient płaci, to ma prawo sobie powybrzydzać, jeśli się mu coś nie podoba. A nasza firma właśnie jest po to, żeby te jego zachcianki spełniać. Ale co jeśli natrafiamy na klienta, którego pomimo naszych najlepszych starań nie jesteśmy w stanie zadowolić? Najprostszym rozwiązaniem byłoby się wycofać, ale wtedy zyskujemy etykietkę firmy „z która się nie współpracuje, bo zostawia klientów na lodzie”. Pozostaje nam liczyć na to, że klient sam się wycofa.

Tak czy siak, sytuacje takie są nie korzystne dla obu stron. Klient stracił z nami dużo czasu, jest nie zadowolony i bądźmy pewni przy najbliższej nadarzającej się okazji wystawi nam złą opinię. My również straciliśmy dużo czasu próbując bezskutecznie zaspokoić potrzeby naszego klienta, dodatkowo zaczynamy wątpić w nasz profesjonalizm, co odbija się często negatywnie na kolejnych zleceniach.

A rozwiązanie jest stosunkowo proste. Niestety wymaga od nas trochę więcej pracy, przynajmniej na początku, ale za to w większości przypadków, daje znakomite rezultaty. Mianowicie należy określić sztywne zasady. Ramy, które stosujemy dla wszystkich naszych klientów. Innymi słowy wyznaczmy, bardzo ściśle zakres prac i naszych obowiązków określonych w danej cenie i co najważniejsze, dajmy klientowi możliwość wycofania się na każdym etapie zlecenia. Przy czym, na pierwszym etapie klient powinien móc wycofać się jak najmniejszym kosztem, a nawet, jeśli natura naszej usługi na to pozwala, całkowicie bez zobowiązań.

Warto zadać sobie trud i sporządzić w naszej firmie birefy, które będzie otrzymywał nasz klient. Powinniśmy mu je wręczać wraz z wyceną. Wszystko powinno być w nich dokładnie opisane. Jak będzie przebiegać zlecenie, warto podzielić je na etapy, co jesteśmy w stanie klientowi zapewnić, co będzie dodatkowo wyceniane itd.

Od kiedy wprowadziłam ten zwyczaj w mojej firmie, zlecenia udaje mi się wykonywać znacznie sprawniej. Oczywiście zawsze mogą pojawić się problemy, ale teraz łatwiej jest się wycofać zarówno mojemu klientowi jak i mnie. I co najważniejsze, nawet jeśli zdarza się, ze ktoś się wycofa, to nie pozostaje niesmak po współpracy. Można powiedzieć że dzięki temu, udało mi się spowodować wzrost jakości moich usług, mimo że projektuje dokładnie tak samo jak wcześniej.

2008-01-30 13:07

Dlaczego niektóre kobiety nie odnoszą sukcesu?

Postanowiłam wczoraj zaopatrzyć się w książkę „Bogata kobieta” Kim Kiyosaki. Bardzo długo czekałam na taką publikację. Ucieszył mnie niezmiernie fakt, że książka wreszcie pojawiła się na polskim rynku i do tego w wersji nie tylko elektronicznej ale i drukowanej.

Pobiegłam do pobliskiego empiku żeby dokonać zakupu. I tu pojawił się problem. Akurat przy półce, na której znajdowała się książka, stał mężczyzna. I wtedy poczułam się głupio, że chcę kupić właśnie tę pozycję. Opanował mnie irracjonalny strach, że ten facet, który przecież mnie nie zna, i którego prawdopodobnie nigdy w życiu już nie spotkam, może sobie pomyśleć że jestem śmieszna, bo chcę być bogata.

Oczywiście w końcu opamiętałam się, zwalczyłam w sobie lęk i zakupiłam książkę. Ale to zdarzenie dało mi do myślenia. Czy kobiety w Polsce są aż tak zaszufladkowane do roli bycia żoną i matką (i tylko żoną i matką, ewentualnie kucharką i sprzątaczką), że chęć bycia niezależną i bogatą może wydawać się śmieszna? Dlaczego jak facet jak idzie kupić Playboya to jest ok, a kobieta jak idzie kupić tego typu książkę to stara się zrobić to tak, żeby tego nikt nie widział.

Zawsze uważałam się za osobę przedsiębiorczą i otwartą. Mam własną firmę, odnoszę mniejsze lub większe sukcesy. Więc skąd takie myśli i takie zachowanie? Może to wynik stereotypów w których zostałyśmy wychowane, tego co nam całe życie powtarzały mamy, mówili ojcowie i nasi partnerzy.

Weźmy na przykład powiedzenie, które każdy z nas doskonale zna: „Do serca mężczyzny droga wiedzie przez żołądek”. Dlaczego nikt nie mówi że „do serca kobiety droga wiedzie przez żołądek”? Czy to oznacza ze kobiety nie lubią jeść, a może wszystkie są na diecie? A może kobiecie nie wypada się objadać? Czego jeszcze nam, kobietom, nie wypada?

W naszym społeczeństwie istnieje cała gama przekonań o tym co kobiecie wypada czego nie wypada. I nie tylko chodzi tu o gotowanie, skądinąd zajęcie całkiem przyjemne. Ale praktycznie o większość dziedzin życia społecznego. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często to właśnie same kobiety wpychają się do dołka. Same pielęgnują zasłyszane i wyuczone przekonania. Napędzają pętlę bez wyjścia.

Jak z tym walczyć? Myślę, że najlepszym na to sposobem jest próba wyzbycia się wszystkich złych przekonań, które nas powstrzymują przed działaniem. Świetnie sprawdza się w tej sytuacji czytanie książek ludzi, którzy zajmują się problematyką samodoskonalenia. Bardzo proste rozwiązanie proponuje Joe Vitale w swojej książce „Moc przyciągania”. Po prostu zastąpić nasze złe przekonania, tymi dobrymi. Na przykład. Zdanie „Nie radzę sobie z pieniędzmi i własnymi finansami”, zastąpić zdaniem „świetnie sobie radzę z własnymi pieniędzmi i finansami”. Oczywiście trzeba sobie to powiedzieć z taka samą, albo większą mocą jak zdanie pierwsze, inaczej zdanie drugie pozostanie zdaniem, a nie przekonaniem. Joe w swojej książce proponuje wiele innych rozwiązań, swoją drogą pozycja warta polecenia. Tak więc czytać, czytać i jeszcze raz czytać.

Pomocne jest też uczestnictwo w różnego rodzaju forach i dyskusja z kobietami, najlepiej takimi, którym już udało się wyzbyć złych przekonań. Takie dyskusje bywają inspirujące, dzięki nim odkrywamy ze można do rożnych spraw, które na co dzień nas przybijają, podejść zupełnie z innej strony. I że są kobiety, które mają rodzinę, męża, dzieci i odnoszą sukcesy na polu zawodowym.

Świetnym sposobem jest też telefon do zaufanej osoby. Ja często dzwonie do swojej mamy, praktycznie codziennie, czasem nawet kilka razy. Opowiadam jej o planach, pomysłach i cieszy mnie to że ona uczestniczy w moim życiu, wpiera mnie w tym co robię. Czasem wydaje mi się że moje pomysły nie są zbyt mądre (znów te przekonania), ale ona zawsze mnie zachęca do działania.

Często ogromne wsparcie znajduję w przyjaciołach, z którymi rozmawiam na Skype, telefonicznie lub koresponduje. Było w moim życiu parę bardzo trudnych chwil, ale dzięki tym wspaniałym układom udało mi się przejść przez kłopoty obronna ręką. Tak więc drogie panie, proszę się nie bać chwycić za telefon i opowiedzieć komuś zaufanemu o swoich sprawach, planach, czy obawach. Szczególnie o obawach.

Na zakończenie dodam że cieszę się ogromnie, bo udało mi się zwalczyć moje złe przekonanie i kupiłam książkę, która nie tylko zainspirowała mnie do napisania tego tekstu, ale również zrodziła w mojej głowie niezły pomysł na biznes.